Przeglądasz kategorię Dziennik pokładowy

Lot 25 – eksperyment się nie powiódł

Jakiś czas temu (teraz już mogę pokusić się o stwierdzenie, że kilka miesięcy) skończył się mój eksperyment z codziennym pisaniem krótkich tekstów dziennikowych. W podsumowaniu doszedłem do wniosku: Co się stało, że zamilkłem, kolejny raz? Chyba znowu to samo – pewne wypalenie. Od bardzo dawna, wręcz od kilku lat, marzyłem, aby coś osiągnąć w internecie, zbudować sobie jakąś markę, rozpoznawalność. Za każdym razem, kiedy nie przykładałem się do działań zmierzających do uzyskania takiego efektu, wypalałem się. Po przeprowadzeniu eksperymentu z codziennym pisaniem stało…

Czytaj dalej

Lot 24 – dziś nie jestem zwycięzcą

Dziś nie jestem zwycięzcą. Dziś poległem. Przegrałem ze swoimi celami, listą zadań stworzoną w aplikacji mobilnej. Niby mnie motywowała. Niby namawiała do wykonania coraz większej liczby zadań. Nie udało się. Jeden – zero dla niej. Ale nie tego oczekuje ode mnie świat. Dookoła krzyczą, że muszę wygrywać codziennie. Każdego dnia muszę odnosić sukcesy, być kimś więcej. Coaching, coaching wszędzie. Jednak po dniach sukcesów, dumnie wznoszonych kielichach spełnienia, trafiły się momenty słabości. Nie słaniam się…

Czytaj dalej

Lot 23 – eksperyment

Na początku listopada 2016 roku wymyśliłem, że przeprowadzę pewien eksperyment dotyczący mnie i bloga. Fakt faktem, zwlekałem z jego wdrożeniem aż do 1 stycznia 2017 roku. Tak, eksperymentem są Loty, które pojawiały się każdego dnia, oczywiście poza weekendami, kiedy jestem #offline, a przynajmniej się staram. Pomysł na całość powstał w wyniku zaniedbania przeze mnie jakiegokolwiek pisania dla samego siebie. Od jakiegoś czasu nie tworzyłem nic, co mogłem publikować pod własnym nazwiskiem. Z drugiej strony, eksperyment miał wywołać…

Czytaj dalej

Lot 22 – zniknąć z sieci

Nie potrafię zliczyć wszystkich przebłysków w głowie, które rozświetlały pomysł o zniknięciu z sieci. Ogólnie rzecz ujmując, było ich bardzo dużo. Na czym miałoby polegać owo zniknięcie? Głównie na usunięciu wszelkich profili w mediach społecznościowych. Chciałbym czasami ograniczyć się do przeglądania niektórych stron, dokonywania zakupów i nic więcej. Jednak ciągle tu jestem. Widnieję na „fejsgłupie”, Twitterze, Instagramie. Moja morda odstrasza też na Linkedinie. I tak się momentami zastanawiam – po co? Wszak poznałem już przez sieć ludzi, których dopuściłem do swojego życia…

Czytaj dalej