Nowy rok, nowy ja, wiele osób powiedziało. Nowy rok, stary blog, stary ja. Tak jest w moim przypadku. Chociaż blog niby stary, a jednak jakby nowy. Zapachniało tu świeżo wypiekanym chlebem. A nie, to chyba spaliny z samolotu. Dobra, lepiej brzmiał ten chleb. Więc pachnie tu jak świeżo wypiekanym chlebem, jak bułeczkami, które piekarz wyciąga z pieca i chce się je zjeść, no pochłaniać tonami. A to tylko kosmetyczne zmiany na blogu.

Dosłownie tuż przed zakończeniem 2017 roku zniknąłem z horyzontu internetu. Wiecie, dbanie o offline i takie tam moje ideologie. Nawet wyciągnąłem wtyczkę zasilającą tego bloga. Znam się na inteligentnych domach, więc wiedziałem, że wyciągnięcie wtyczki na chama będzie najskuteczniejszym rozwiązaniem, niż tymczasowe wyłączenie przez tapanie w telefon huehue.

Było kilka rozmów, dosłownie kilka zapytań w stylu „a dlaczego”, „a po co”, „ej Partyzant, nie pierdol”. No tak wyszło. Twierdziłem, że rzucam to w cholerę raz na zawsze. Bo i po co tu tkwić, w owym samolocie…pff…samolotach…internetach.

Tak myślałem, rozważałem, dumałem i inne pierdolety związane z zabijaniem czasu w kiblu. No nie, no po prostu nie, no muszę wrócić. Po coś te Samoloty wskrzeszałem w 2016 roku, po coś je wygrzebałem z szafy. No chyba po to, żeby latały po sieci. Zatem niech latają.

To moralnie popieprzone, ale potrzebuję kilka razy w roku zdystansować się od tego całego Internetu, od tych ogłupiaczy, nawet od Samolotów. Mija sporo czasu zanim postawię jakikolwiek znak, literkę, żeby z tego stworzyć jakiś wpis. Wiele razy próbowałem to sobie tłumaczyć, nawet Wam. Za każdym razem inaczej, za każdym razem znajdowałem inną wymówkę. Bo niby taki #offline, niby mnie nie ma, ale wpis by się przydało napisać, podzielić tym, co tli się pod tą chorą kopułą.

Tak więc jestem, po raz 1243054953045. Przestałem ograniczać tematykę. Będzie o społeczeństwie, rodzicielstwie (taki ze mnie fifarafa Ojciec Partyzant), pojawią się notatki (jak niegdyś Loty), a czasem skrobnę coś o technologiach. A co, kto mi zabroni?

Przywróciłem fanpage, fanpejcz, funpag huehue więc możecie obserwować i lajkować. Gwarantuję niezapomniane wrażenia mentalne huehue. Jako zdjęcie wrzuciłem Maka i kawę, liczę na miliony lajków i serduszek!

To trzymajcie się i nie puszczajcie z byle kim!

PS: Wyobraźcie sobie, że pisząc ten tekst gibałem się i rapowałem jak Macklemore w „Thrift Shop”. This is fucking awesome!

 

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+