#lądowanie25 – eksperyment się nie powiódł

Jakiś czas temu (teraz już mogę pokusić się o stwierdzenie, że kilka miesięcy) skończył się mój eksperyment z codziennym pisaniem krótkich tekstów dziennikowych. W podsumowaniu doszedłem do wniosku:

Podsumowując, zamierzony cel został przeze mnie osiągnięty. Powróciła chęć pisania, a także odpowiednia organizacja czasu, pozwalająca na to.

Co się stało, że zamilkłem, kolejny raz? Chyba znowu to samo – pewne wypalenie. Od bardzo dawna, wręcz od kilku lat, marzyłem, aby coś osiągnąć w internecie, zbudować sobie jakąś markę, rozpoznawalność. Za każdym razem, kiedy nie przykładałem się do działań zmierzających do uzyskania takiego efektu, wypalałem się. Po przeprowadzeniu eksperymentu z codziennym pisaniem stało się to ponownie. Gdzieś tam w głowie znowu pojawiła się chęć osiągnięcia czegoś więcej. To było kolejny raz dla mnie zgubne. Zatraciłem się w tym całym dążeniu. Zapomniałem o tym, co było dla mnie ważne – pisanie. Za szybko chciałem coś uzyskać, a gdy nie zauważyłem efektu, zaprzestałem dalszych działań. To był błąd.

W tworzeniu czegokolwiek na łamach wcześniejszych moich prób z blogowaniem byłem cholernie niecierpliwy, chciałem efektu natychmiastowego. Gdybym dalej podążał takim tokiem myślenia, to pewnie Samoloty dawno by zniknęły z sieci. Jednak nie, nie znikną, wręcz przeciwnie, będą się dalej rozwijały. Chyba potrzebowałem chwilowego (ta jasne, chwilowego) odpoczynku, zdystansowania się do tego, co w sieci się dzieje, jakie są efekty mojego pisania w tym właśnie miejscu. Musiałem też zrozumieć, iż moje dążenie do perfekcjonizmu nie zawsze popłaca, ponieważ powstawały teksty, których bałem się tu publikować. Może inaczej, nie bałem się samej publikacji, lecz odbioru potencjalnych czytelników.

Sporą ilość czasu musiałem poświęcić na poukładanie sobie wszystkiego w głowie. Odbyłem wiele rozmów z osobami, które zaczęły mnie rozumieć, skąd się bierze moje zachowanie, pojawianie się i znikanie. Wiele sobie wytłumaczyliśmy, zarazem ja coraz więcej rzeczy zrozumiałem, kolejny raz. Przede wszystkim musiałem ukierunkować się tematycznie. Wy mogliście to zauważyć szybciej, ja potrzebowałem trochę dłuższego czasu.

Pewnie zadajecie sobie pytanie, no i co z tego? Dla Was w sumie nic, dla mnie bardzo dużo. Nie jest to kopniak, łapanie siły, inspiracji, czy czegoś takiego. To raczej powolne burzenie mentalnego muru, bo nie dało się go przeskoczyć. Efekty nie są może dla Was zauważalne, ale podjąłem działania, aby blog poprawnie funkcjonował, dobrze wyglądał, szybciej się ładował (dzięki The CamelsBobiko!). Teraz skupię się na tekstach. Nie ma co obiecywać, że coś nowego pojawi się jutro, za tydzień, miesiąc. Będzie odpowiednia pora dla mnie samego, to pojawi się tu kolejny tekst. Bez spiny.

Pamiętajcie, dbajcie o swój #offline. Ja o niego dbam, pisałem o tym i temat ten stał się głównym kierunkiem moich Samolotów. Ja tymczasem kolejny raz odpalam „Aviation” i żyję dalej.

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+