Nie potrafię zliczyć wszystkich przebłysków w głowie, które rozświetlały pomysł o zniknięciu z sieci. Ogólnie rzecz ujmując, było ich bardzo dużo. Na czym miałoby polegać owo zniknięcie? Głównie na usunięciu wszelkich profili w mediach społecznościowych. Chciałbym czasami ograniczyć się do przeglądania niektórych stron, dokonywania zakupów i nic więcej. Jednak ciągle tu jestem. Widnieję na „fejsgłupie”, Twitterze, Instagramie. Moja morda odstrasza też na Linkedinie. I tak się momentami zastanawiam – po co?

Wszak poznałem już przez sieć ludzi, których dopuściłem do swojego życia i chcę by w nim zostali. Profile w „sołszjalach” przynoszą tylko jakiś ruch na tego bloga, a skoro i tak nie jest ogromny, to po co mi one?

Chyba z czystego uzależnienia. Dorastałem wraz z rozpowszechnianiem się Internetu, powstawaniem coraz to nowszych społecznościówek. Chociaż niektórych nadal nie używam i raczej nie pojmuję ich fenomenu (jak np. Snapchat), to istnieję w miejscach, które wymieniłem wcześniej. Uzależniłem się od sprawdzania co ciekawego się tam dzieje, co powiedzą użytkownicy, których obserwuję. Na chwilę obecną nie potrafię znaleźć żadnego innego wytłumaczenia.

Mimo wspomnianego uzależnienia, bardzo często pojawiają się pomysły, aby zniknąć z sieci. Te momenty są bardzo intensywne i wynoszą na piedestał brak korzyści z funkcjonowania w tej materii. Myśli o skasowaniu profili wprowadzają jednocześnie przerwę w pisaniu, publikowaniu zdjęć, jednak nie pauzę w zaglądaniu i kontrolowaniu sytuacji. I chociaż w weekendy uciekam w ten offline, nieustannie się o to staram, to w tygodniu jest mi ciężko. Uważam, że i tak udało mi się sporo osiągnąć, bowiem nie jestem już tak aktywnym użytkownikiem, jak to miało miejsce wcześniej. Niewiele piszę na Twitterze, a i zdjęć na Instagramie mam mało (to wynika też z faktu, iż poprzednie instagramowe konto usunąłem). Wykazuję małą aktywność, więc chyba dobrze mi idzie.

Zatem, z jednej strony walczę z uzależnieniem, z drugiej wiem, że funkcjonowanie w social mediach jest nieodzowne przy prowadzeniu bloga. Taka mała wojna w głowie.