Kilka dni temu Bobiko opublikował na swoim blogu wpis odnośnie funkcji „Nie przeszkadzać” dostępnej w smartfonach. Przyznaję, że sam korzystam z tej funkcji i jest jedną z moich ulubionych. Nie chodzi mi o kwestie typowo techniczne, raczej o szacunek dla swojego czasu po pracy i dostępności w określonych godzinach. Wspomniana funkcja świetnie wpasowuje się w moje uciekanie w offline i celebrowanie czasu wolnego.

Kiedy smartfony stawały się coraz bardziej dostępne, rozpowszechniło się całe to social mediowe tałatajstwo, telefon miałem stale podpięty pod Wi-Fi i czekałem na te magiczne sygnalizacje powiadomień. Facebook, Twitter, potem Instagram, Telegram, którego zastąpił WhatsApp, wyczekiwanie powiadomień z tych aplikacji było tożsame z oczekiwaniem na smsy.

Teraz bardzo się to zmieniło. Już niegdyś wspomniałem, że wreszcie doszedłem do przekonania, że to telefon jest dla mnie, a nie ja dla telefonu. Zacząłem również cenić sobie swój czas po pracy. Dlatego też zacząłem aktywnie korzystać z funkcji „nie przeszkadzać” w swoim smartfonie. Od godziny 21:00 do 7:00 nie dostaję żadnych powiadomień. Nie interesują mnie smsy, wiadomości wysyłane na WhatsApp, czy twitterowe ćwierki. W tych godzinach nie dodzwoni się do mnie nikt spoza listy ulubionych kontaktów, a lista ta jest bardzo krótka. Podobne rozwiązanie stosuję na komputerze. Zdarza mi się pracować wieczorami, pisać jakiś tekst, a nie chcę, żeby mnie coś rozpraszało.

Stosowanie takiego rozwiązania doprowadziło do sytuacji, kiedy rzadziej sięgam po telefon. Wyzbyłem się kompletnie zbędnych aplikacji, w tym klienta Facebook’a. Nikt nie zawraca mi głowy telefonami. Nie przejmuję się kolejnymi mailami. To jest czas dla mnie, bez telefonu. Nie przeszkadzać.

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+