Przez całe swoje dotychczasowe życie mieszkałem w bloku. Sąsiaduje on z innymi, tak samo wyglądającymi blokami. Blok na bloku, blokiem pogania. Okolica nigdy nie była za specjalnie urocza. Charakterystyczny zawsze był rów i garaże, które stanowiły raczej punkt odniesienia geograficznego i wskazówkę dla przyjezdnych. Przed blokiem zawsze był spory plac porośnięty trawą. Jednak najważniejszym miejscem na osiedlu była piaskownica.

To tam funkcjonowaliśmy jako wybitni architekci, tworzący zamki i garaże dla naszych resoraków w okolicznych piaskownicach. Na osiedlu były trzy. Jedna po prawej stronie mojego bloku. Mało kto się tam pojawiał. Jeśli już coś tworzyliśmy, to zazwyczaj w dwie – trzy osoby. To była ostateczność. Druga piaskownica znajdowała się przed blokiem poprzedzającym mój. Tam się nie pojawialiśmy. To był teren dzieciaków z kolejnych bloków, z którymi zawsze rywalizowaliśmy. Rajem była trzecia piaskownica, która znajdowała się na dużym, otwartym terenie.

Przesiadywaliśmy tam całe dnie. Wznosiliśmy potężne zamki, otoczone fosami, a ich murów broniły smoki z wyobraźni. Innym razem tworzyliśmy kilkupoziomowe garaże dla naszych resoraków, a dojazd do każdego zapewniały piaskowe autostrady. Dzięki temu rozwijaliśmy swoje wyobraźnie i zdolności manualne. Piaskownice były dla nas nie tylko zabawą. To tam tworzyły się pierwsze przyjaźnie.

Czasami chciałbym znowu być dzieckiem. Spędzić cały dzień w piaskownicy. Tymczasem buduję całkiem inną rzeczywistość z piasku dorosłości.


Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+