Poczekalnia. Od kilku miesięcy jestem tu stałym bywalcem. Powinienem sobie wyrobić kartę stałego uczestnika poczekalni. Dookoła mnie inni uczestnicy, część z nich odlicza do wejścia, część odlicza do wyjścia tych pierwszych. Wszyscy czekają na wieści, nie byle jakie, wszyscy na dobre.

Państwo po prawej zabijają czas rozmową o lekarzach. Jacy są, byli, kto lepszy, milszy. Po lewej tematy inne, typowo polityczne. Przede mną twarze w smartfonach. Rozmowy tych po prawej i tych po lewej przerywa dźwięk messengera tych co przede mną.

To ten moment, kiedy moje oczy przyglądają się im wszystkim, obserwują. Myśli jednak wznoszą prośby o dobre wieści, o zdrowie. Mijają kolejne sekundy trwające godzinami. Niby jestem, a jakoby mnie nie było. Ktoś wchodzi, wychodzi, kolejna osoba. Ja nadal myślę i proszę, aby wszystko było dobrze. Przychodzi nasza kolej. W głowie niezmiennie powtarzane prośby.
Cisza. Otwierają się drzwi. Napięcie towarzyszące najważniejszej informacji życia.

Wszystko dobrze. Oby następnym razem też było. Jeszcze tu wrócę, do poczekalni.

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+