Nie mam żadnego talentu do grania na jakimkolwiek instrumencie muzycznym. Ale gram w orkiestrze bez żadnego instrumentu. Orkiestra ta jest ogromna, pewnie największa na świecie. Zrzesza wszystkich, którzy chcą pomagać, wierzą, że dobro wraca. Ja jestem jej biernym uczestnikiem. Nigdy się nie zdarzyło, abym był bardziej aktywny, ale wszystko przede mną. Dlaczego chcę w niej uczestniczyć? Wiem, że moja pomoc jest komuś potrzebna. Kilka chwil dla niej, mały podarek, a wspomaga wielkie, szczytne cele. Jedni twierdzą, że od święta. Ja uważam, że całym rokiem. W końcu zakupiony sprzęt nie pojawia się na szpitalnych oddziałach na moment, na chwilę. On tam zostaje.

Uwielbiam pospolite ruszenie, które nakłania do wrzucania pieniędzy do puszek, licytacji, do dzielenia się. Piękna magia, która opanowuje znaczną część społeczeństwa.

Wspominałem już, że wśród moich znajomych są ludzie, którzy aktywnie uczestniczą w orkiestrze. Przygotowują finały, są wolontariuszami, wystawiają aukcje w sieci. Oni wszyscy stają się wielką rodziną. Dzięki mojemu, co prawda biernemu, uczestnictwu, dołączam do tej społeczności. Wiem, że warto, bo kiedyś ja lub ktoś z moich bliskich może potrzebować pomocy. Ktoś z nas może mieć uratowane życie i zdrowie dzięki działaniom orkiestry, czy to zakupionego przez nich sprzętu, czy wykształceniu społeczeństwa w zakresie udzielania pierwszej pomocy.

Dlatego ja, bez żadnego instrumentu, ale z portfelem, 15 stycznia zagram w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+