Dobro wraca. Myślałem, że to pusty frazes. Taka zachęta do pomocy komuś innemu. Jednak coraz częściej przekonuję się, że coś w tym stwierdzeniu jest.

Nie jestem aż takim fatalnym człowiekiem, jak mogło wydawać się mi albo komuś innemu. Zdarzyło mi się komuś pomagać, ale były dla mnie to sprawy tak oczywiste, że nigdy ich nie rozpatrywałem w kategorii działań zmierzających do niesienia dobra. Zwykła ludzka pomoc, ot co. Skoro mam wiedzę i możliwości, a wykorzystanie ich może komuś rozwiązać problem, to czemu nie? Takiej pomocy nie traktowałem również na zasadzie, dziś ja pomogę Tobie, innym razem Ty pomożesz mi. Gdybym tak robił, to oznaczałoby, że moja pomoc nie jest bezinteresowna, a zawsze taka była.

Tak też, w niedługim odstępie czasu, spotykając na swojej drodze problemy, których niestety nie byłem w stanie sam rozwiązać, pojawiali się ludzi, którym to nie sprawiało żadnej trudności. Zacząłem dostrzegać, że faktycznie, dobro wraca. Do mnie wróciło, za co jestem wdzięczny.

Myśl na ten temat zbiega się w czasie z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Jakoś nie zdarzyło mi się dotychczas uczestnictwo w organizacji jakiegokolwiek wydarzenia związanego z finałem tego przedsięwzięcia. Zazwyczaj stoję po stronie wrzucającego pieniądze do puszki. Jednak mam wśród znajomych osoby, które aktywnie w tym uczestniczą. Są ci, którzy organizują finały w poszczególnych miastach, są ludzie w sztabach, są też ci, którzy wystawiają przedmioty na aukcje. To też jest dobro, które mam nadzieję, że do nich wróci. Dziś my pomagamy komuś, przekazujemy mu nasze dobro, a innego dnia to dobro może do nas wrócić od kogoś innego.

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+