To codzienność bez iluzji. Bez filmowego scenariusza. Dlatego w każdej sekundzie po przebudzeniu opanowują mnie myśli o tym, czego bym nie chciał dziś doświadczyć. Podnoszę głowę ku sufitowi. Zakładam spodnie, koszulę. Na nie przywdziewam niewidzialny strój Iron Mana. Delikatnie spoglądam w kierunku okna, wytycza ono granicę świata, który chcę ujrzeć. Nie będę się oszukiwał, że jest piękna pogoda. Sypie śniegiem. Myję zęby i patrzę w lustrzane odbicie. Już czas. Buty, kurtka, klucze. Buziak na dowidzenia i do auta.

W tej drodze mógłbym myśleć dalej o tym, czego nie chcę dziś przeżywać, a co bym chciał. Jednak robię coś innego. Coś, o czym nie wiele osób wie. Modlę się. Przepraszam za swoje niedopatrzenia. Za wybuchowe reakcje. Za błędy, niezrealizowane cele. Proszę zawsze o to samo. O zdrowie dla siebie, żony i dziecka, rodziców i rodzeństwa. Opowiadam jak teraz się czuję, co siedzi w mojej głowie. Unoszę głowę ku niebu i proszę o dobry dzień, bez problemów w pracy. Błagam o bezpieczną podróż do pracy i do domu, bez usterek auta, bez sytuacji losowych.

Każdego dnia składam słowa proszące o dobro. Czasami buduję nieskładne zdania, ale prawdziwe. Wierzę, że dzięki temu czuję się lepiej, a ktoś na górze czuwa nade mną, czy to On sam, czy za pośrednictwem moich bliskich zmarłych. Wiem i to czuję. Bez iluzji. Bez podkładu muzycznego z telewizyjnego wyciskacza łez.

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+