Co u Ciebie? Nie potrafię odpowiadać na tak zadane pytanie. Zawsze robię to wymijająco, w stylu „wszystko dobrze”. Dlaczego? Bo nigdy nie wiem co mam odpowiedzieć. Czy mówić o sukcesach? Czy o porażkach? Może w ogóle o porażkach nie mówić, bo teraz jest moda na pozytywne emocje i chwalenie się nimi. A gdybym chciał powiedzieć, że mi źle, że zima trzyma mnie za dupsko, że chciałbym osiągać więcej, a sam nie stwarzam sobie możliwości? Nie, o tym się nie mówi, a raczej nie pisze. Bo kto wgapia się w drugi ekran smartfona? Kto jest odbiorcą tej wiadomości? Może coś doradzi, wesprze słowem? A może wykorzysta moje porażki i będzie się nimi chełpił w innym towarzystwie? Nie, o porażkach się nie mówi. Tak podobno jest bezpieczniej.

To samo zauważam w sieci, na niektórych blogach. Powstało społeczeństwo wzajemnego coachingu. Pisze się o filmach, serialach, muzyce, ubraniach, poglądach, lifestyle. Wszystko fajnie, pięknie, iście kolorowo, rzygam tęczą.

A może ja bym chciał wiedzieć, że Tobie też się zepsuło auto. Przeżywasz, bo musisz codziennie dojeżdżać do pracy w innym mieście, a komunikacja autobusowa jest tak kiepska, że nie masz jak dojechać. A może bym chciał wiedzieć, chciałbym poczuć, że jesteś takim samym człowiekiem, który zmaga się z problemami codzienności, a nie tylko narzeka na ilość pracy, zarazem chwaląc się awansem? Nie życzę Ci niepowodzeń, ale łatwiejszego mówienia o nich, gdy się zdarzają. Bo nie chcę czuć się jedynym gościem z problemami, chcę wiedzieć, jeśli Ty też je masz. Może wzajemnie uda nam się je rozwiązać?

Więc następnym razem nie pytaj co u mnie, zapytaj o to co się dobrego i złego u mnie dzieje. Chętnie Ci opowiem. I dziękuję za odwagę tym, którzy wprost mówią mi o swoich porażkach.

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+