W weekend potrzebuję odpoczynku. Dosłownie od wszystkiego, pracy, ludzi, rozmów, krzyku, śmiechu, telefonu, sociali. Bez spraw pilnych, pilniejszych, najpilniejszych. W tygodniu kiepsko sypiam, zaprzątam głowę tysiącem spraw. Żeby zregenerować tygodniowe zużycie organizmu celebruję weekend. Wysypiam się. Obserwuję świat i nie uczestniczę aktywnie w pogoni za lepszym życiem.

W strefie wyłączonego telefonu

Piątek, godzina 18, otwieram drzwi mieszkania, a z mojego gardła wydobywa się jedno soczyste stwierdzenie – weekend kurwa! Odkładam torbę z laptopem i poplątanymi ładowarkami, nie będą mi potrzebne. Kątem oka sprawdzam obecność domowników, wszyscy są. Wyciągam telefon, odblokowuję i palcem przesuwam w kierunku przycisku zasilania. Duszę go mocno, aby ujrzeć zapytanie czy napewno chcę wyłączyć telefon. Jestem „jak bulterier, jak wściekły byk, jak Tommy Lee Jones w Ściganym”, zdecydowanie wyłączam telefon. Wow. Co za cisza. Zero powiadomień z sociali, telefonów, smsów. Cisza, która rozciąga się po każdym metrze mieszkania. Zrzucam smartfonowe niewolnictwo, przypominam sobie, że to telefon jest dla mnie, a nie ja dla telefonu. Off.
Samoloty z papieru

Pracuję tylko nad blogiem

Etat mam w tygodniu. Od poniedziałku do piątku, od 9 do 17. Są też inne zobowiązania, jednak nie wymagają poświęcania na nie ogromu minut. Czy to teksty, korekta, cokolwiek, do piątku musi być zrobione, bo przez weekend nie chcę o tym myśleć. Piątek, godzina 20:00 to deadline na dodatkowe rzeczy, zawsze staram się z nich wywiązywać, chyba, że są to kwestie, które mogą przeczekać weekend. Sobota i niedziela są wolne, nie może być inaczej. Nie mogę sobie pozwolić na powrót sytuacji, w której pracowałem od 6 do 17, wracałem do domu, siadałem do kompa i dalej pracowałem. Krótka noc, długi dzień, to za mocno się na mnie odbiło. Dlatego w święte dla mnie dni, pracuję tylko nad blogiem. Sprawdzam, przeglądam, usprawniam. Płodzę tekst lub playlistę. Pracuję nad tym, nad czym chcę, a nie muszę. Rozmyślaniem nad tekstem dotykam każdej sfery umysłu, przez zgromadzone doświadczenie, wiedzę, doznania poprzez wyobraźnię i marzenia. To relaks.

PS4, Netflix i Bundesliga

Teksty napisane, inne sprawdzone, wysłane. Mogę wyłączyć kompa. Weekend to dni, kiedy mogę w spokoju pograć na PS4. Nieważne, czy strzelam bramki jak Lewandowski, czy strzelam do ludzi, a może walczę z Imperium. To moment, kiedy nie jest dla mnie ważne, która strona mocy jest we mnie silniejsza. Odmóżdżam się. Nie kusi nawet włączyć telefonu, nie zastanawiam się czy ktoś może napisał wiadomość, a może przyszedł jakiś ciekawy mail. Był PS4, czas na seans z Netflixem. Co dzisiaj? Serial? Film? Komedia, czy może horror? Coś wybierzemy. Weekend to też Bundesliga. Jestem wierny Bayernowi Monachium i nie opuszczam żadnego meczu. Dopinguję, czy gra Lewandowski, czy nie. Jestem zawsze za swoją drużyną.

Cisza, my i weekend

Tak toczy się życie w weekend. Leniwie, powoli. Czas wolny dla siebie i Żony. Czas kiedy nikt nie przeszkadza. Nie ma telefonów, spraw na teraz. Wysypiam się i myślę jak dobrze, że jest wolne, że Żona jest obok. Nikt mnie nie pogania, nie każe biec, czy pracować. Nie wiem nic, czego wiedzieć nie muszę. Pośród ciszy i odpoczynku tylko ja i Ona. Nie istnieje nic więcej. Mam czas na odpoczynek, kawę u teściów. Mam czas na bycie bohaterem we własnej wyobraźni. Celebruję weekend.