Błędy popełniamy wszyscy, bez wyjątku. Nie uwierzę, że nie ma wśród nas kogoś, kto nigdy nie popełnił żadnego błędu. Jakiś czas temu, usłyszałem od znajomej, że moje życie w ostatnim czasie składa się ze złych decyzji, wtedy ją wyśmiałem, dziś przyznaję jej rację. Przyszła więc pora na spowiedź mistrza schyłku czasu pewnego okresu.

Zakończenie szkoły średniej, to czas, kiedy wpadasz w tryb wyścigu o swoją przyszłość, o lepsze życie, chyba, że masz bogatych rodziców, którzy Ci pomogą. Nie wszyscy tak mają, wydaje mi się, że większość tak nie ma. Studia, studia, studia. Zawsze uważałem, że człowiek w wieku 19 lat nie jest gotowy do podjęcia tak ważnej decyzji jaką jest wybór kierunku studiów. Przecież nie jesteśmy w stanie określić czym będziemy się kiedyś zajmować, a ograniczanie się na jeden kierunek, uważam za błąd. Są tacy, którzy zaczynają studia, po jakimś czasie je rzucają, ale za to odnajdują siebie w jakiejś gałęzi życia zawodowego i są w tym zajebiści. Cieszę się Waszym szczęściem. Jednak sporo jest tych, którzy rzucają studia i gdzieś błądzą, a jak zabłądzą poważnie, to im nawet Google Maps nie pomoże. Tu pojawia się błąd.

Kończysz studia, szukasz pracy, bądź studiujesz zaocznie i również szukasz pracy. Coraz częściej przekonujesz się o tym, iż decyzja o podjęciu pracy w trakcie studiów, była jedną z najlepszych decyzji. Dzięki temu, w trakcie zakończenia studiów, masz na koncie 5 letnie doświadczenie zawodowe. Jednak czy warto jest rzucać się na poważną pracę w takim czasie? Sam nie wiesz. Dziś, gdybyś zaczynał od nowa, najpierw poszedłbyś na staż, czy praktyki do prywatnej firmy, gdzieś gdzie byś się czegoś nauczył z korzyścią dla swojego rozwoju zawodowego, gdzieś gdzie byś wykorzystał informację i wiedzę zdobytą w trakcie studiów. Ty robisz inaczej, idziesz na staż do jednostki budżetowej, miałeś zostać tylko na staż, a pracujesz już w tej branży ponad 6 lat. Zatraciłeś swój zapał i chęć rozwoju w branży, która Cię interesowała, czyli informatyka, zatraciłeś możliwość rozwoju w branży marketingowej, social media, bo kto dziś przyjmie do agencji reklamowej/pr człowieka, który nie ma nawet chwili doświadczenia w tej branży, mimo, że bardzo chce to robić, chce się nauczyć i chce w tym pracować. Błąd życiowy popełniony. Starasz się go w jakiś sposób naprawić, więc wreszcie kształcisz się w kierunku informatycznym.

W wyniku złych decyzji trafiasz do świata, w którym tracisz samego siebie. Jeśli nie masz do kogo się odezwać, zostajesz sam w domu, nie masz dosłownie nikogo, aby się wygadać, to jest błąd. Jeśli odsunąłeś od siebie najbliższych, jeśli nie odwiedzasz domu, nie odbierasz telefonów od znajomych, nie odpowiadasz na smsy, to jest błąd. Nie masz świadomości tej sytuacji, bo czujesz, że robisz to dla kogoś. Wyobrażasz sobie, że robisz dobrze, ktoś Cię do tego napędza, motywuje do takich czynów. W tamtej chwili wydaje Ci się to normalne, naturalna kolej rzeczy, wyprowadzasz się, zmieniasz otoczenie, odcinasz się od poprzedniego. Błąd. Tracisz kontakt z rodziną, znajomymi, przestajesz pisać bloga, nie robisz zdjęć, nie ubierasz się tak, jak chcesz, tylko tak, jak ktoś Ci każe, nie słuchasz muzyki, którą kochasz, nie jadasz tego, co lubisz i w miejscach, w których Ci wygodnie. Brak siebie powoduje, że jesteś nikim, a jeśli jesteś nikim dla siebie, to dla świata nie istniejesz. Zostajesz sam ze sobą i swoimi problemami. Nie ważne, że tyle poświęcasz, jesteś nikim. Zostałeś pokonany. Pozwoliłeś na zatracenie własnej osobowości.

Kiedy zaczynasz rozumieć te błędy, zaczynasz się stawiać, kombinować. Tworzysz zbroję z własnych słów i myśli. Nie masz miecza świetlnego, bo na niego nie zasłużyłeś. Masz jednak pojazd, którym możesz się uwolnić, dzięki któremu możesz uciec. Piramida błędów przewraca się w Twojej głowie i starasz się ją zmiażdżyć buldożerem postanowień, zmian i zestawem młodego mentalnego majsterkowicza. Starasz się odzyskać rodzinę, ludzi, którzy mówili Ci wcześniej, że źle robisz. Zaczynasz pisać, komunikować się ze światem. Wyciągasz aparat schowany dawno temu do torby, wkładasz kartę pamięci, ładujesz akumulator, podpinasz obiektyw, idziesz na miasto i pstrykasz. Przeglądasz listę kontaktów w telefonie, znajdujesz ludzi, z którymi dawno nie rozmawiałeś i dzwonisz. Tłumaczysz i masz nadzieję, że zrozumieją. Mentalnie musisz wyjść z pozycji silniejszego, a nie z pozycji straconego, bo nie dasz sobie rady.

Mija trochę czasu. Stajesz na nogi i nie dzięki sobie samemu. Dzięki tym, którzy są w Twoim otoczeniu. Zaczynasz rozumieć, że rodzina, to podstawa, to siła, której nie da Ci nikt inny. To oni pierwsi dają Ci szansę na odbudowanie tego, co sam zepsułeś. Dawni znajomi, stają się przyjaciółmi. Prawdziwi przyjaciele, stają się jeszcze bardziej prawdziwi, mimo tego, że mieszkają ponad 200 km od Ciebie. Spotykasz kobietę, która kiedyś była dla Ciebie całym światem, motywacją do realizowania siebie, a Ty popełniłeś błąd i odszedłeś. Starasz się to naprawić i stajesz się siłaczem, gdy ona daje Ci szansę.

Historia popełnianych błędów kończy się. Nie myślisz o nich, ale działasz i naprawiasz. Kiedy słyszysz „wreszcie wróciłeś”, to jesteś Mistrzem, bo udało Ci się odbudować to, co sam zniszczyłeś. Pojawia się motywacja, wracają ambicje, kreatywność. To jest Twoja szansa, wykorzystaj ją!

Dzięki Rodzice, Julka z Maćkiem i Gabrysiem, Bobiko, M:*, Emil i Wódz.

Dzięki też Wam, których poznałem w tym czasie, spotkałem na infoShare, w sieci, na ulicy, a także dziewczynom z pracy. Jeśli to czytacie, to wiecie, że o Was mowa.

Tekst ukazał się początkowo na moim poprzednim blogu – Partyzant.IN.

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+