Coraz częściej łapię się na tym, że większość naszego życia skupiło się obecnie wokół tego, co się dzieje w internecie. Jest to medium, z którego korzystamy wszędzie, dosłownie wszędzie, w pracy, w domu, w galerii handlowej, w restauracji, podczas kąpieli, wcinając BigMaca, podróżując autobusem, pociągiem, jako pasażer w samochodzie, wszędzie. A gdy przyjdą w nocy i zabiorą…Internet?

Co robimy w Internecie? Wyszukujemy informacji o wydarzeniach, o ludziach, instagramujemy, twittujemy, fejsbukujemy. Doprowadzamy do sytuacji, w której po przebudzeniu chwytamy za telefon, wchodzimy na fejsa, piszemy twitta, że wstaliśmy, robimy zdjęcie naszej pościeli i wysyłamy je na Instagram. Wstajemy, korzystamy z łazienki, ubieramy się, robimy zdjęcie tego, w co się dziś ubraliśmy, wrzucamy na Instagram i Facebook. Wychodzimy. Pojawiamy się w pracy, zdejmujemy okrycie wierzchnie, odpalamy Foursquare i checkinujemy się. W ciągu dnia sprawdzamy, czy dostaliśmy może nowego ciekawego maila, może ktoś napisał na fejsie, może był jakiś tweet, który musimy koniecznie przeczytać. Hmm…a może ktoś polubił nasze dwa ostatnie zdjęcia na Instagramie? Dzień w pracy mija, komentujemy na Twitterze, że wychodzimy z pracy, jest, wreszcie wolność. Zmykamy do domu. Odpalamy Foursquare, checkin z domu. Zdejmujemy buty, kurtkę, płaszcz, co kto woli. Pach, pach, odpalamy kompa. Z brzucha wydaje się słychać odgłosy głodu, takiego popołudniowego, obiadowego. Obiad poczeka. Najpierw Facebook, wywiad środowiskowy, co się pojawiło na ścianie, a może ktoś, kogo nie mamy w znajomych wrzucił jakieś nowe zdjęcie. Ogarniamy Twittera, Instagram, czy inne twory socialowe. Pora na obiad. Jest i on, udał się, smakuje, więc fotka i już leci na Instagram. Po obiedzie trochę telewizji, muzyki, chill i jeszcze raz Internet, Internet, Internet. Późna godzina, kąpiel, pożegnanie na Twitterze, sen.

Minęła noc. Przez okno wdziera się odrobina światła, jak przystało na obecną porę roku. Sięgamy za telefon, kurczę chyba router się zawiesił. Odpalamy EDGE/3G/LTE, co kto ma w zasięgu. Kurczę, nie działa, chyba nadajniki siadły. Nie można wrzucić fotki, napisać, że się wstało. W pracy brak dostępu do sieci. Nadajniki nadal nie działają. Nie można się zaczekinować na Foursquare. Powrót do domu. Nadal brak dostępu do sieci. Obiad, pyszny, znowu się udał, nie można wrzucić fotki na Instagram. Lapek, może jednak jest. Nie ma…nie ma…NIE MA!!! Co robić, jak żyć?

Z takim problemem może borykać się wielu z nas. Z racji na powszechny dostęp do internetu, możliwość korzystania z niego na większości urządzeń, wkroczył on do naszego życia jako element, bez którego ciężko jest żyć. Co robić w domu bez internetu? Czytać książkę? Nie wiadomo, czy warto, w sieci pewnie jest jakaś recenzja. Obejrzeć film? Warto? Recenzja też jest w sieci. No co robić?

Może pora ograniczyć w pewnym zakresie dostęp do tego medium. Przecież nic strasznego się nie stało. Internet nie umarł, wciąż żyje, ale przez niego umiera nasze funkcjonowanie w społeczeństwie i kontaktach bezpośrednich. Coraz gorzej potrafimy wypowiadać się w towarzystwie, unikamy spotkań face to face, bo przecież łatwiej jest coś napisać na Facebook’u. Cofamy się w rozwoju życia społecznego, bezpośrednich kontaktów międzyludzkich i gnuśniejemy.

A przecież wyjście na spacer, spotkanie ze znajomymi w kawiarni, dotlenienie, daje nam najlepsze bodźce, które bardziej pamiętamy, niż post na Facebook’u.

Niedawno w sieci ukazał się film „Wyloguj się”, w którym znany raper Sokół mówi o problemie, jaki jest coraz częściej widoczny wśród młodzieży, czyli nadmierne korzystanie z komputera, internetu. Wśród komentarzy pojawiających się w sieci, było wiele, które traktowały o tym, że problem dotyczy tylko i wyłącznie młodzieży w odpowiednim przedziale wiekowym. Jednak ten sam problem dotyczy również starszego pokolenia. Na problem nadmiernego korzystania z internetu, poruszony w tym filmie, należy spojrzeć w szerszy sposób. Należy uświadomić sobie, czy korzystanie z internetu, nie tylko za pośrednictwem komputera, ale także telefonu, tabletu, czy chociaż telewizora, nie jest elementem, któremu poświęcamy ogromną część swojego dnia. Pamiętajmy, że są inne źródła informacji, są bezpośrednie spotkania ze znajomymi, a nie tylko spotkania w sieci.

Tekst ukazał się początkowo na moim poprzednim blogu – Partyzant.IN. 

 

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+