Do napisania tekstu o Blipie zbierałem się przez jakiś czas, zabrakło chwili, mobilizacji, weny. Dziś jednak, kiedy otrzymaliśmy oficjalny komunikat, iż z dniem 31 sierpnia 2013 r. Blip zostanie zamknięty, przysiadłem do klawiatury, odpaliłem muzę, nalałem Coli do szklanki i piszę.

Mnóstwo myśli, chaos, chciałbym Wam opowiedzieć swoją historię związaną z Blipem, jednak odwracam głowę do okna, rozglądam się po okolicy i zastanawiam, czy oni, ludzie, którzy błąkają się po ulicy, wiedzą czym w ogóle jest Blip. To nie jest kolejne internetowe badziewie. Blip to stan umysłu!

Moja blipowa historia rozpoczęła swój bieg w listopadzie 2008 roku. Kurczę, to prawie 5 lat. Gdy dziś czytam moje początkowe wpisy, to zastanawiam się co miałem na myśli, momentami mnie intrygują, co ja rozkminiałem? Kilka słów, a tak znaczących, tak zakorzenionych w mojej głowie. Blip był moim kolejnym nowym początkiem w sieci. To tam odrodziłem się jako Partyzant i nim pozostanę na zawsze.

Wspominam te rozmowy, wymiany zdań. Zawsze była kultura. To był ten stan, kiedy wspominałem o czymś błahym z pozoru, ale mentalnie ważnym, pojawiał się ktoś, to odpisał, dawał siłę, to taka Brać Blipowa. To właśnie na Blipie zacząłem prezentować swoje #pokapulpit #partyzanckipulpit. Poniekąd tam się wypromowałem w tej dziedzinie. Podobnie było z doświadczeniami związanymi z systemem #Android.

Część moich wpisów była okraszona zdjęciami mojego autorstwa. Pojawiały się one w różnych serwisach fotograficznych, aż w końcu ktoś z blipowiczów namówił mnie do założenia fotobloga i tak powstały Samoloty z papieru (dziś również historia).

Jednak Blip to nie tylko statusy, wpisy, komentarze. To przede wszystkim ludzie. To oni byli, są i będą do 31 sierpnia siłą tej sieci społecznościowej. To tam poznałem Bobiko, człowieka wielokrotnie wspominanego w moich wpisach, który stał się moim przyjacielem. To tam, razem z Mikołajem Smal (^smalu) stworzyliśmy #ciastkodnia – tag, na którym prezentowaliśmy zdjęcia pięknych dziewczyn. Tak, to od nas się zaczęło! Pamiętam, jak na Blipa sprowadziłem też Tomasza (^waszwodzu).

Dziś to wszystko mija. Wielokrotnie w sieci pojawiały się stwierdzenia, iż Blip umarł. Pewnie sam tak kiedyś stwierdziłem, bo przeniosłem swoją aktywność na Twittera. Jednak regularnie odwiedzam Blipa. To jest kawałek historii, o której się nie zapomni.

Zabrakło jednak rozwoju, blip stanął w miejscu, zarówno ze strony właścicieli, jak i osób, które stworzyły aplikacje mobilne do jego obsługi. Dziś bardzo chętnie bym wrócił do Blipa, jednak potrzeba jego odświeżenia, pójścia w tą stronę mobilną. Oferuje mi to Twitter, dlatego teraz tam jestem. Mimo to, drażnią mnie porównania Blipa i Twittera. Twitter to międzynarodowy moloch, fala wpisów o często głupiej treści, nic nie wnoszącej do świata. Blip był (w sumie jeszcze jest) naszą polską perełką, gdzie byliśmy hermetyczni i z tym nam było dobrze, byliśmy panami na swym polu. Zauważcie, że owa hermetyczność, o której wspominam ja i inni blogerzy, nie była wcale wadą. Wzbijaliśmy się w przestworza social media na swoim rodzimym podwórku.

Będę bardzo pozytywnie wspominał Blipa, z uwagi na to, że to są ludzie, znajomości, przyjaźnie, to stan umysłu!

Tekst ukazał się początkowo na moim poprzednim blogu – Partyzant.IN.

Podziel się wpisem ze znajomymi
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Share on Google+
Google+